Kowalczyk nie była pierwsza. Sportowcy zmagają się ze swoimi demonami

Mam zdiagnozowaną depresję – wyznała mistrzyni. Z podobnymi problemami borykały się inne gwiazdy sportu.

Od ponad roku mam zdiagnozowane stany depresyjne. Od ponad półtora roku walczę z bezsennością. Walczę z ciągłymi nudnościami, zasłabnięciami, gorączkami po 40 stopni, lękami – wyznała wczoraj na łamach Gazety Wyborczej Justyna Kowalczyk. Dodała też, że była w ciąży i poroniła rok temu, w maju na obozie treningowym. Po tym wyznaniu wiele osób jest w szoku. Przy okazji upadło kilka mitów na temat depresji.

Wielu osobom wydawało się, że ta choroba dopada ludzi biednych, pokrzywdzonych przez los i nieodnoszących sukcesów. Tymczasem na depresję zachorować mogą wszyscy, a szczególnie narażeni są ci, którzy cały czas są na świeczniku i pod wielką presją. Czyli między innymi sportowcy. Przed Kowalczyk o swojej depresji otwarcie mówiło już wielu z nich. Warto spojrzeć na ich historie, bo w każdej znajdziemy cząstkę problemów naszej najlepszej narciarki.

 Cały świat zaniemówił, gdy na szczery wywiad dla magazynu People zdecydowała się w grudniu 2012 roku Lindsay Vonn. – Miałam bardzo silną depresję. Czułam się jak zombie, pusta w środku i nic nie miało dla mnie sensu – wyznała jedna z najlepszych narciarek świata, która, cierpiąc na depresję, potrafiła zdobywać kolejne Kryształowe Kule, do tego złoto na igrzyskach i dwa tytuły mistrzyni świata. Podobnie jak Kowalczyk, która w Soczi, zmagając się jednocześnie ze swoimi demonami, w wielkim stylu, biegnąc w dodatku jeszcze ze złamaną stopą, wywalczyła złoto na 10 km klasykiem.

 

Adrenalina, stawka i… cisza

Dr Dariusz Parzelski jest psychologiem sportu, pracuje w warszawskiej Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. W przeciwieństwie do wielu Polaków, nie jest zaskoczony słowami Kowalczyk. – Nie znam jej, ale wiem z doświadczenia, że wizerunek sportowca w mediach jest często inny od jego prawdziwego oblicza. Dlatego żaden przypadek depresji u nawet najbardziej znanego sportowca mnie nie zdziwi. Niech pan sobie wyobrazi osobę, która startuje w zawodach. Dookoła pełno kibiców, do tego masa dziennikarzy, którzy patrzą na każdy twój krok. Wszyscy cię klepią po plecach, przyzwyczajasz się. Jest adrenalina, wielka stawka, presja. Mija dzień i wychodzisz na trening. Robisz to samo, co na zawodach, może tylko na trochę niższych obrotach, ale dookoła nie ma tego wszystkiego. Jest cisza. To nie jest łatwe, podobne jak inne sytuacje, które się wiążą z takimi kontrastami. Sportowcy są szczególnie narażeni na tego typu problemy i one rozwijają się u nich latami – tłumaczy Parzelski

Tak właśnie było u Svena Hannawalda, który – choć jego problemy polegały na czymś nieco innym (oprócz depresji cierpiał też na syndrom wypalenia) – jest często przywoływany w kontekście Kowalczyk. 6 stycznia 2002 roku Hannawald odniósł swój największy sukces w karierze. Zwyciężając w Bischofshofen, jako pierwszy człowiek w historii wygrał wszystkie cztery konkursy prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni. Jednak emocje, jakie targały nim w tamtych dniach, były zgoła inne niż radość i pozytywna adrenalina. – Tak naprawdę byłem wykończony. Totalnie pusty. Przez kilka ostatnich nocy nie zmrużyłem oka. Jak jakiś nakręcony potwór snułem się po ciemnych pokojach hotelowych, a tak bardzo potrzebny był mi sen, by się zregenerować – wspomina w szczerej książce Sven Hannawald. Triumf, upadek, powrót do życia, która niedawno ukazała się w Polsce.

Podobnie jak Kowalczyk, słynny skoczek nie mógł spać. I podobnie jak Polka, zdecydował się o wszystkim opowiedzieć mediom. Chciał to wyrzucić z siebie, bo miał już dość sytuacji takich, jak ta z 2004 roku, gdy ze swoją ówczesną dziewczyną Suską, wyleciał na urlop do Barcelony i w mieście Gaudiego, zamiast cieszyć się chwilami spędzanymi u boku ukochanej, właściwie nie wychodził poza teren domu i cały czas grabił trawnik.

Wiem, że wkrótce umrę

Kowalczyk wyznaje w wywiadzie, że trzykrotnie próbowała brać leki i za każdym razem kończyło się to źle. Reagowała na nie między innymi utratami świadomości, omdleniami i trzęsawkami. Teraz od kilku tygodni pracuje z psychoterapeutką. Podobna terapia bardzo pomogła Hannawaldowi. Były skoczek wiele zawdzięcza Norze Maasberg, która zajęła się nim w specjalnym ośrodku w Bad Grönenbach. W książce Hannawald wspomina, że dostał od niej list, napisany przez 85-letnią Nadine Starr z Louisville, który zrobił na nim wielkie wrażenie. Oto jego fragment: Gdybym jeszcze raz mogła przeżyć życie, spróbowałabym robić więcej błędów. Nie chciałabym już być tak perfekcyjna, wolałabym być częściej odprężona. Ale mam 85 lat i wiem, że wkrótce umrę.

Sportowcy, którzy zmagają się z depresją, różnie opisują swoją walkę. Andrzej Iwan, jeden z najlepszych piłkarzy lat 80., już w trakcie kariery zmagał się z alkoholizmem i hazardem. Potem doszły do tego jeszcze problemy psychiczne. – Często popadam w stany depresyjne. Wtedy diabeł przychodzi, by ze mną pogadać – opowiadał w 2012 roku w wywiadzie dla serwisu naTemat.pl. W autobiografii, zatytułowanej Spalony, napisał jak z jego perspektywy wygląda takie spotkanie. Oto ten fragment: Znam tego diabła, który lubi siąść na moim ramieniu i sączyć truciznę do ucha. Jesteśmy zaprzyjaźnieni, pojawia się zawsze we właściwym momencie. Książkę Iwana, która ukazała się na rynku w 2012 roku, Kowalczyk pochłonęła od razu. Zrobiła na niej tak duże wrażenie, że swoimi refleksjami podzieliła się na swoim blogu. Nie mam słów. Szorstka. Ciężka, nawet bardzo. Ironiczna. Błyskotliwa. Fantastycznie napisana! Prawdziwa, bez cienia kalkulacji, grama rozsądku – napisała narciarka. I wydaje się, że właśnie ta ostatnia z wymienionych cech Spalonego rzuciła się jej najbardziej w oczy, bo kilka miesięcy później Kowalczyk przyznała: Nie wiem, czy kiedykolwiek czytałam coś, co momentami byłoby tak strasznie prawdziwe. Być może już wtedy identyfikowała się z losami jej bohatera.

Nie chcę mojego życia

W przypadku depresji nie można używać pojęć takich jak uda się albo na pewno. W listopadzie 2009 roku bramkarz Hannover 96 Robert Enke od dawna przebywał pod regularną opieką psychologiczną. Psychologiem sportowym był jego ojciec, co wydawało się, że ułatwi terapię. Mało tego – za kilka miesięcy Enke miał pojechać z reprezentacją Niemiec na mundial do RPA, co stanowiłoby dla niego spełnienie marzeń. Mimo to rzucił się pod pociąg. Czary goryczy dopełniła w 2007 roku śmierć córeczki, która miała wrodzoną wadę serca.

Częste przypadki depresji akurat u bramkarzy sugerują, że ważnym czynnikiem jest stopień odczuwanej presji. Patrząc, jak Gianluigi Buffon cieszy się po zwycięstwie swojej drużyny, aż nie chce się uwierzyć, że jeszcze w 2003 roku ten sam człowiek nagle dostawał niekontrolowanego ataku paniki lub zaczynał trząść się ze strachu z kompletnie niezrozumiałej przyczyny. Buffon słyszał wtedy od lekarza: Przecież każdy chce żyć jak pan. Ale ja nie chcę mojego życia – odpowiadał bramkarz.

 Ten krótki dialog jest idealnym streszczeniem depresji. Choroby pełnej paradoksów, która atakuje znienacka i opiera się racjonalnym argumentom. Problemu, o którym teraz – dzięki Justynie Kowalczyk – ludzie w Polsce powinni zacząć mówić odważniej. Na koniec Parzelski: – Sportowcy często przekonują, że są odporni psychicznie i nie potrzebują pomocy psychologa. A potem nagle okazuje się, że potrzebny jest już nie zwykły psycholog, tylko terapeuta. Gratuluję Justynie odwagi. Świetnie się stało, że o wszystkim tak szczerze opowiedziała. Takie wyznanie uczyni wiele dobrego.
 Autor: