Lechia po Barcelonie – przełom czy czysty przypadek?

Grzegorz Kubicki: Co dał właściwie Lechii remis z Barceloną, dlaczego zaczęła nagle lepiej grać?

Dariusz Parzelski: Radziłbym spojrzeć na to chłodnym okiem – to mógł być czysty przypadek, zbieg okoliczności. Nie ośmieliłbym się powiedzieć, że remis z Barceloną odmienił cudownie drużynę Lechii, sprawił, że piłkarze stali się lepsi. To był tylko mecz towarzyski, bez walki o punkty. Pamiętam, że wcale nie tak dawno z Barceloną, i to w meczu o stawkę, potrafiła wygrać Wisła Kraków. I co z tego?Watch Full Movie Online Streaming Online and Download

Czyli nie było tak, że Madera, Dawidowicz czy Grzelczak zobaczyli, że walczą z „Barcą” jak równy z równym, a potem pomyśleli: „To dlaczego mamy się bać innych”?

– Pewna przemiana mogła nastąpić, ale równie dobrze mecz z Barceloną mógł być efektem dobrego przygotowania do sezonu, samego meczu, dobrym nastawieniem piłkarzy przez trenera, świetną pracą psychofizyczną. Polskie kluby przygotowują się do sezonu na dwa sposoby. Pierwszy – dajemy z siebie maksa od początku, a potem liczymy się z tym, że może przyjść zadyszka. Drugi – rozkręcamy się powoli, a superformę łapiemy na najważniejsze mecze. Lechia jest w gazie od początku rozgrywek, ale przez cały sezon tak nie będzie.

Weźmy jednak takiego Grzelczaka – wielu kibiców z niego drwiło, a nagle z Barceloną został graczem meczu i w kolejnych spotkaniach podśmiechujek już nie było.

– Pamiętam takiego piłkarza jak Bronowicki, tego, który zatrzymał Ronaldo. Gdzie on teraz jest? Nie ma go w poważnej piłce, a Ronaldo nadal świetnie sobie radzi. Dla większości piłkarzy Lechii mecz z Barceloną był jedyną okazją do zmierzenia się z takimi gwiazdami, przygotowali się na maksa, akurat im wyszło, ale na pewno nie jest tak, że jedno spotkanie może na stałe odmienić gracza, zrobić go lepszym, podnieść jego umiejętności.

Ale oni zatrzymali Messiego i Neymara, musiało wzrosnąć ich morale.

– Dodało im to wiary, ale to dopiero pierwszy, mały kroczek do tego, aby nabrać całkowitej pewności siebie, zaufania do umiejętności, poczucia przewagi nad rywalem. Zresztą kiedy to już przyjdzie, istnieje cienka granica, aby porzucić pokorę i przejść do lekceważenia rywala. A to jest zgubne. Po wygranym meczu z Legią jeden z piłkarzy Lechii powiedział, że gdyby rywale zagrali w najmocniejszym składzie, to może Lechia wygrałaby jeszcze wyżej. A trzeba pamiętać o tym, że Legia była wtedy w trudnym momencie, skupiona na walce o Ligę Mistrzów. To musiało się odbić na składzie i grze Legii w meczu z Lechią, a także na wyniku. Jestem też ciekaw, jak piłkarze Lechii poradzą sobie teraz w świetle jupiterów?

Piotr Grzelczak mówił po meczu z Barcą, że jeszcze nigdy nie miał takiej owacji po golu, a wokół niego stało wtedy kilkunastu dziennikarzy.

– No właśnie. I zaraz zaczniecie pewnie pytać Lechię, ile wygracie z Lechem czy Wisłą, no bo przecież zremisowaliście z Barceloną.

Dziennikarze nie będą zadawać takich pytań.

– Będą, będą, znajdą się tacy, którzy o to zapytają. I jak ten piłkarz ma się wtedy poczuć? Media donoszą, że Lechia to rewelacja, objawienie sezonu, a piłkarze w niej grający są super. Przy takich tytułach pojawia się olbrzymia presja, a trzeba pamiętać, że w każdym sporcie zdarzają się pojedyncze zrywy, które potem na nic się nie przekładają. Aby rzetelnie ocenić, czy dany piłkarz rzeczywiście się zmienił, rozwinął, czegoś nauczył, potrzeba nie kilku kolejek, ale całej rundy, a nawet sezonu. Dotyczy to także Lechii. Kiedyś Odra Wodzisław regularnie robiła sześć punktów na Legii, wszyscy się zachwycali. I gdzie jest teraz Odra?

Czyli pana zdaniem ten mecz z Barceloną nic nie znaczył?

– Powiedziałbym, że był przełomowy, gdyby Lechia od 10 lat miała tego samego trenera, skład niewiele się zmieniał, aż tu nagle jeden udany mecz sprawił, że wszystko się zmieniło.

To może świetna gra Lechii to jednak zasługa nowego trenera Michała Probierza, którym wszyscy się zachwycają?

– Jest to możliwe. Probierz to charyzmatyczny trener, który potrafi się dogadać z piłkarzami, ma na nich wpływ. Już nieraz udowodnił, że radzi sobie w trudnych warunkach, kiedy przejmuje słaby lub średni zespół, często skazywany na porażki. Jest jak Leo Beenhakker w reprezentacji Polski – potrafi sprawić, że niektórzy piłkarze dają z siebie więcej niż 100 proc. Probierz, podobnie jak teraz, zaczął już kiedyś sezon z Jagiellonią, był długo liderem czy w czubie tabeli. W przerwie zimowej rozmawiałem wtedy z jednym z piłkarzy Jagiellonii, który sam zapowiadał, że to nie będzie wiecznie trwało, że musi przyjść moment zadyszki. I – niestety dla Jagi – nie pomylił się.

 Autor: Grzegorz Kubicki