Piłkarze Legii zagrali tak dobrze z Realem, bo na stadionie nie było kibiców?

W środę mistrzowie Polski zaskoczyli wszystkich. Zremisowali z Realem Madryt (3:3) w meczu czwartej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. To był wyjątkowy wieczór na Łazienkowskiej. To znaczy wyjątkowy pod względem sportowym, ale przy tym specyficzny, momentami wręcz przytłaczający, pod względem wizerunkowym i organizacyjnym.

Dobrą grę legionistów przeciwko najlepszej drużynie świata obserwowało na stadionie ledwie tysiąc osób. To efekt kary, jaką na klub nałożyła UEFA. Federacja zamknęła stadion Legii za ekscesy, do których doszło w trakcie wrześniowego spotkania z Borussią Dortmund (6:0).

Istotne nie tylko puste trybuny

Brak dopingu Legii jednak nie zdeprymował. Niektórzy śmieją się, że nawet jej pomógł. Czy pusty stadion faktycznie mógł mieć wpływ na dobrą postawę mistrzów Polski? – Miał wpływ, ale na pewno nie był decydujący – uważa psycholog sportu Dariusz Parzelski.

I dodaje: – Jeśli jednak kogoś ta sytuacja negatywnie zaskoczyła, to bardziej zawodników Realu. Dla legionistów nie była ona zupełnie nowa. Dla Miroslava Radovicia i Jakuba Rzeźniczaka powiedziałbym, że nawet całkiem dobrze znana. Obaj pamiętają przecież puste i ciche trybuny z czasów konfliktu z ITI, czyli poprzednim właścicielem.

Parzelski twierdzi, że nie ma jednak co przeceniać znaczenia otoczki tego meczu. – Wpływ na postawę obu zespołów miało wiele elementów. Myślę, że znacznie większym była np. pogoda. Niska temperatura powietrza, która przeszkadzała Realowi. Zawodnicy czuli, że ich organizmy nie pracują optymalnie. To było widać. Choćby po tym, jak w trakcie meczu próbowali dogrzewać swoje mięśnie.

– Istotny mógł być też sam przebieg meczu. To, że Real przy prowadzeniu 2:0, najprawdopodobniej się rozluźnił. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zespół Zinedine’a Zidane’a już przed spotkaniem był pewny awansu – przypomina psycholog.

Real daleki od swojego poziomu

Co jeszcze mogło mieć wpływ? – Brak presji – odpowiada Parzelski. – Nikt przy zdrowych zmysłach przed meczem nie stawiał na Legię. Podejrzewam, że najwięksi optymiści liczyli, że skoro w Madrycie udało się strzelić gola, to w Warszawie może uda się strzelić dwa. Udało się trzy, ale już po tej pierwszej bramce, widać było, że z piłkarzy Legii zeszła presja – tłumaczy.

I od razu dodaje: – Poza tym, nie oszukujmy się: Real nie zagrał tego meczu na najwyższym poziomie. Stać go na więcej, co widać było pod koniec spotkania, kiedy przegrywał 2:3 i potrafił zareagować. Wzbić się, doskoczyć niemalże do swojego optymalnego poziomu, i szybko odrobić straty.

– Ale nie chcę tutaj, broń Boże, umniejszać sukcesu Legii. Po jej piłkarzach widać było, że wkładają w to spotkanie całe serce i mnóstwo sił – podkreśla psycholog.

Parzelski zwraca również uwagę, że w trakcie meczu nie było wcale tak cicho. – Na stadionie było około tysiąca osób. Ich obecność na pewno była dla piłkarzy odczuwalna, zwłaszcza w późniejszej fazie meczu. Ale czy odczuwalna znaczy ważna? Niekoniecznie.

– Sportowcy często powtarzają, że kibice są ich 12. zawodnikiem, ale prawda jest taka, że potrafią oni w trakcie wykonywania swojej pracy tak sterować uwagą, koncentracją, zmysłami, że choć cały czas dostrzegają tło, to jest ono nieistotne. Ani nie pomaga, ani nie przeszkadza.

Parzelski przyznał, że są badania, które wyraźnie pokazują, że tzw. atut własnego boiska traci na znaczeniu. – Jeszcze w latach 70. miało to istotny wpływ, ale teraz z każdym rokiem się zmniejsza. Co więcej z badań wynika, że dopingowanie własnej drużyny, może ją wręcz deprymować. Przynosić negatywne efekty, a przy tym budować drużynę przeciwną.

– Reasumując, powtórzę na koniec jeszcze raz, brak kibiców na stadionie miał wpływ na postawę piłkarzy obu drużyn, ale na pewno nie był decydujący. Czynników było znacznie więcej. Ale by je wszystkie wymienić, musiałbym dokładniej przyjrzeć się temu spotkaniu. – kończy Parzelski.

 

Autor:  Bartłomiej Kubiak