Powtarzać sobie slogan Adama Małysza

Dlaczego skoczkowie narciarscy tak szybko potrafią wejść na szczyt i z niego spaść? Przecież nie zapomnieli nagle, jak się skacze.

Jest to skomplikowana sprawa, w przypadku każdego zawodnika będzie inaczej. Trudno zbudować generalną zasadę, którą można zastosować do wszystkich. Elementów wpływających na dyspozycję danego zawodnika jest tak dużo, że trudno wskazać jeden konkretny. W przypadku naszego najlepszego skoczka, Kamila Stocha, bardzo często po sukcesie trudno utrzymać formę na kolejne dni, miesiące i lata. Zbudowanie formy, to wysiłek dla organizmu, który jest bardzo trudno porównać do czegokolwiek. Nie wystarczy się przespać się trzy dni i już, to trwa kilka sezonów. Dochodzenie do równowagi po osiągnięciu swojego szczytu może trwać dość długo.

Tak długie oczekiwanie na swoją kolej bardzo przeszkadza liderom po pierwszej serii zawodów?

To oczekiwanie jest rzeczą, do której zawodnicy się przygotowują. Oczywiście, może ono wpływać na dyspozycję, lecz skoczkowie muszą być gotowi na znalezienie się w takiej sytuacji. Rezultat skoku po długim czekaniu zależy od nabytego wcześniej doświadczenia, pewności siebie i tego, w jakim momencie cyklu treningowego znajduje się zawodnik. Powtórzenie sobie sloganu, ale bardzo ważnego sloganu Adama Małysza o dwóch równych skokach jest kluczem.

Prawa Yerkesa-Dodsona, w myśl których dla każdego efektywnego zachowania istnieje optymalny poziom pobudzenia fizjologicznego, przy czym dla wykonania zadań trudnych jest on mniejszy, a dla zadań łatwych – większy, można przenieść na niwę skoków narciarskich?

Generalnie funkcjonowanie człowieka opiera się na tych prawach. Natomiast kwestia zbyt wysokiego pobudzenia i przeżywanie poznawcze związane z ważnym skokiem jest kwestią indywidualną. Dużo większe znaczenie będzie miało zastosowanie modelu katastrofy Hardy’ego. Po raz kolejny warto tu wspomnieć o doświadczeniu zawodnika – im jest większe, tym łatwiej będzie mu sobie poradzić ze zbyt wysokim pobudzeniem, gdy prowadzi po pierwszej serii.

Jakie techniki psychologiczne mogą pomóc skoczkowi w utrzymaniu dobrej dyspozycji?

To zależy od warsztatu pracy psychologa i tego, co preferuje zawodnik. Namawiamy zawodników, do tego, żeby podejmowali współpracę która jest procesem, a nie jednym spotkaniem i szukaniem jakiejś magicznej techniki. Nawet profesor Blecharz i Kamil Wódka, którzy pracowali ze skoczkami, takiego remedium nie znaleźli. Tu chodzi o pewien zestaw technik oddziaływań, które tworzą optymalny zestaw. W jego skład wchodzą różne elementy treningu mentalnego takie jak: wizualizacja, techniki radzenia sobie ze stresem czy regulacji własnego pobudzenia, trening koncentracji i prawidłowego formułowania celów.

Głosy w sporcie są podzielone, jedni nie potrzebują psychologa, inni wręcz przeciwnie. Piotr Żyła kiedyś nawet powiedział, że psycholog za niego nie skoczy. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że taki fachowiec może mu pomóc, czy rzeczywiście można dać sobie bez niego radę?

Psycholog nie skoczy za żadnego zawodnika, ale to nie o to chodzi. To ma być proces pracy zawodnika, któremu towarzyszy psycholog. Jak mawiają moi starsi koledzy, nie każdy zawodnik potrzebuje psychologa, ale każdy potrzebuje psychologii. Może z nim pracować trener, istnieje też opcja samodoskonalenia. W profesjonalnym sporcie mówimy o czterech filarach: technika, taktyka, ciało i psychika. Ich równomierne rozwijanie ma ogromne znaczenie. Ludzie myślą, że sportowcy pracują nad trzema pierwszymi, a potem wstają i już są odporni psychicznie. A to tak nie działa, nad sferą psychiki też trzeba pracować, to równorzędny fundament warsztatu.

Nasi wyczynowcy coraz częściej korzystają z pomocy fachowców?

Jestem przekonany, że tak. Przełamaliśmy myślenie, że tylko zawodnicy słabi bądź nie radzący sobie z problemami korzystają z pomocy psychologa.

W jakim zakresie kluby sportowe i indywidualni sportowcy powinni korzystać z pracy psychologa?

Kiedy zawodnik chciałby się rozwijać, być lepszy. Wskazówki do zastosowania takiej współpracy to także momenty problematyczne, np. kiedy zawodnik traci koncentrację w kluczowych momentach zawodów, jeśli doświadcza serii porażek, gdy zabraknie mu pewności siebie bądź doświadczy pierwszych sygnałów stresu. Ale też gdy zauważy problemy z motywacją, z radością z treningu czy zawodów.

Z psychologiem trzeba pracować cały czas, czy wystarczy dopiero wtedy, kiedy wyniki nie przychodzą?

Jeśli mówimy o treningu mentalnym, to jest to proces. Potrzeba czasu, żeby zobaczyć efekty. To nie magiczna pastylka, która zadziała z dnia na dzień. Jest to pewien model współpracy w roli członka sztabu szkoleniowego. Długookresowa praca gabinetowa ma większe szanse powodzenia. Oczywiście także w sytuacji doraźnej sportowcy zgłaszają się do psychologów, zwłaszcza przed ważnymi startami. Ale my nie gwarantujemy dobrego występu na tych zawodach, to może być początek współpracy, który przyniesie efekty po dłuższym czasie.

Mówiliśmy o spadku formy, ale sportowcy są przecież narażeni także na kontuzje. Na co psychologowie zwracają uwagę podczas pracy z zawodnikami wracającymi po urazach?

Kontuzja to dla zawodnika trudny emocjonalnie okres, warto w nim wprowadzać dużo elementów treningu mentalnego. Proces rekonwalescencji ma przebiegać jak najlepiej. Powrót po kontuzji często oznacza spadek pewności siebie, związany z utratą miejsca w zespole i szybkim powrocie na szczyt. Pomagają tutaj wizualizacje, które nie tylko przyspieszają rehabilitację, ale i pozwalają uniknąć spadku poziomu technicznego.

Ważniejsza w tej podróży jest odbudowa pewności siebie, czy zwalczenie strachu przed kolejnymi urazami? Zwłaszcza w sportach kontaktowych widać, jak po powrocie zawodnicy niekiedy unikają starć w obawie o własne zdrowie.

To często jedno i to samo. Jeśli mam świadomość tego, że ciało jest gotowe do rywalizacji, to ją podejmuję. Może nie od razu jest to kontakt na sto procent, ale żeby doprowadzić do pełnej sprawności psychofizycznej, trzeba budować pewność siebie.

Największe rezerwy u sportowca wyczynowego tkwią właśnie w psychice?

Trudno powiedzieć, czy największe – na pewno duże. Każdy specjalista będzie ciągnął w swoją stronę. Łatwiej jest w biomechanice wykazać, że pewien ruch czy dana podeszwa zaoszczędzi sekundy albo doda centymetrów. My wciąż nie potrafimy wymiernie pokazać wszystkiego, co zachodzi w głowie. Mamy pewne narzędzia, takie jak biofeedback, ale przed nami jeszcze dużo pracy. Wciąż szukamy w nowinkach technologicznych rezerw jeżeli chodzi o pracę nad głową.

Jak polscy sportowcy mogą sobie radzić z typową mentalnością kibiców, kiedy już po jednym słabszym występie spadają na zawodników gromy?

Jedna rzecz, którą często zawodnicy robią naturalnie albo czego ich uczymy to jest czerpanie wiedzy na temat własnego wykonania od źródeł, które mają wysoką wiarygodność. Nawet najwierniejsi nie mają wiedzy eksperckiej i sportowcy powinni unikać sięgania po ich opinie po słabszych występach.

Czy fachowiec może pomóc ze zbyt szybkim wzrostem popularności i coraz bardziej lukratywnymi kontraktami? Przez taką współpracę da się uniknąć tzw. „wody sodowej”?

Można przez to przejść z większą świadomością. To jeden z elementów, który towarzyszy nam w pracy ze sportowcami. Tego rodzaju wsparcie ma ogromne znaczenie dla zawodnika, dostarczamy mu wiedzy o zarządzaniu sobą. Ale też uczymy tego sportowców zanim podpiszą swój pierwszy kontrakt, pracujemy z zawodnikami nad tym, żeby byli przygotowani do takiej sytuacji i mogli na nią właściwie zareagować.

Da się porównać poziom pobudzenia i koncentracji u mistrzów świata w sportach motorowych – Nico Rosberga i Grega Hancocka do arcymistrza szachowego Magnusa Carlsena?

Będą różnice w ich własnym pobudzeniu motorycznym – w sporcie motorowym zawodnicy cechują się znacznie większym zakresem ruchu i pobudzenia ciała. Chociaż wszyscy siedzą, to jednak robią coś zupełnie innego i przy innych obciążeniach. Również procesy poznawcze działają inaczej. Kierowca musi myśleć wyłącznie o tym, co będzie się działo za 300-400 metrów, bo one nadejdą już za chwilę. Szachista też myśli o przyszłości, lecz rozciąga się ona w znacznie dłuższym czasie. Jeden ruch może trwać bardzo długo.

Czy to wszystko, o czym rozmawialiśmy można wynieść poza sport? Te wszystkie techniki da się zastosować w biznesie, pracy, życiu codziennym?

Robimy to, pracujemy z biznesmenami, aktorami, lekarzami, wprowadzamy trening mentalny do uczniów w szkołach, sprawdzając w badaniach naukowych czy może on przynieść efekty. Jak najbardziej ma to szerokie zastosowanie i wychodzi ze sportu. Tak jak w Formule 1 testowane są rozwiązania w kwestii opon, które potem trafiają na drogi, tak w naszym przypadku z tego, co wypracowaliśmy w sporcie, może skorzystać każdy z nas.

ROZMAWIAŁ MICHAŁ RYGIEL