Pozytywni górą – Olimpijscy wygrani i przegrani

W analizach przyczyn sukcesów i porażek na igrzyskach olimpijskich powtarza się stwierdzenie: wygrał silniejszy psychicznie. Co to znaczy?

Od kilku, a może nawet kilkunastu lat pojawia się ta konstatacja: zawodnicy sportowi najwyższej klasy doszli do granic możliwości, jakie daje ludzkie ciało. Rywalizacja na światowych szczytach w mniejszym stopniu dotyczy siły mięśni, wytrzymałości stawów. Najważniejsza walka rozgrywa się w głowie każdego z zawodników. Psycholog sportu dr Dariusz Parzelski z warszawskiej SWPS podczas pierwszego spotkania zwykle pyta podopiecznych, w ilu procentach psychika odpowiada za sukces w ich dyscyplinie. Odpowiadają: w 50-80 proc. Ale, gdy pyta, ile czasu poświęcają na trening psychiczny, zwykle słyszy: zero lub bardzo mało. – Sama taka rozmowa często uzmysławia sportowcom, że pracując tylko nad techniką, taktyką, siłą i wytrzymałością nie są w stanie bardzo poprawić swoich osiągnięć. Ale dokładając do swojego programu trening mentalny mogą uruchomić rezerwy, które mają w uśpieniu i znacznie zwiększyć swoje możliwości – podkreśla psycholog.
Jak taki trening mentalny wygląda? Może polegać na nauce prawidłowego formułowania celów. Najoczywistsze wydaje się skupienie na wynikach, takich jak wygranie igrzysk, pokonanie rywala, pobicie rekordu. Ale każdy zawodnik chciałby wygrać. Dlatego lepiej sprawdza się przeformułowanie celów na zadaniowe: co zrobić, żeby doprowadzić do pożądanego wyniku? („Nie myślałem o medalu, tylko dźwigałem” – mówił po zdobyciu brązowego medalu w podnoszeniu ciężarów Bartłomiej Bonk). Jakie zadania podejmować w trakcie treningów i zawodów, żeby wygrać? Te umiejętności mogą się przydać także w realizacji innych celów niż sportowe.
Nurt sportu pozytywnego, którego znaczenie w psychologii sportu rośnie, zakłada, że perspektywa życia zawodnika jest dłuższa niż sama kariera sportowa. Naukowcy odkryli, że osoby, które dużo osiągają – trenerzy lub sportowcy, ale też kardiochirurdzy czy perkusiści – mają poczucie realizacji celów zawodowych, a także poczucie spełnienia i harmonii w życiu w ogóle, bo są w stanie ciągle odnajdować związki między tym, co w przeszłości przyciągnęło ich do wybranej dziedziny ze spełnieniem w teraźniejszości i z planami na przyszłe życie.  Nie dają się uwikłać w błędne koło między ciągle zwiększaną ilością treningu, a tym, że coś nie wychodzi.

Gdy pojawiają się urazy, problemy, często próbujemy je pokonać, mocniej trenując, więcej ćwicząc. W takich koleinach łatwo się potknąć, także dosłownie – złapać kontuzję, stracić motywację, zniechęcić się do swojej dziedziny (o podobnych doświadczeniach opowiadał żeglarz Przemysław Miarczyński, który pierwszy olimpijski medal – brązowy, zdobył na swoich czwartych igrzysk). Niektórzy potrafią jednak wracać do swojego pierwotnego marzenia o sensie bycia w sporcie czy bycia profesjonalistą. Między przygotowaniami i urazami przypominają sobie, co ich kiedyś zafascynowało: pierwsze doświadczenia w sporcie, gdy czuli piłkę, wiatr, siłę płynącą ze współpracy z kolegami. Albo przeglądają zdjęcia pacjentów, których uratowali. Takie systematyczne wracanie do początków kariery sprawia, że jako cel można sobie stawiać zdobycie złotego medalu albo bycie doskonałym chirurgiem, ale marzeniem jest doświadczanie odczuć podobnych do tamtych, początkowych – teraz wzbogaconych poczuciem spełnienia i radości z osiągnięć. Takie zespolenie pragnień, nie tylko czyichś jako sztangisty, kulomiota czy żeglarza, ale też ogólnożyciowych uruchamia pozytywne emocje. To ważna część tych dodatkowych zasobów, po które można sięgać w czasie treningu, a potem w decydującej sportowej rozgrywce.

Artykuł powstał na podstawie rozmowy z dr. Dariuszem Parzelskim z SWPS oraz z dr. Arturem Poczwardowskim z SWPS, profesorem psychologii sportu na Uniwersytecie w Denver, Kolorado