Granica możliwości leży w głowie, można ją jeszcze przesunąć

„Granica możliwości leży w głowie, można ją jeszcze przesunąć” – z dr Dariuszem Parzelskim porozmawialiśmy o roli treningu mentalnego w dzisiejszym świecie. Jak dużo zależy od głowy? Nad czym pracują najlepsi sportowcy na świecie? Jak radzić sobie z zainteresowaniem mediów? Między innymi o tym porozmawialiśmy z psychologiem sportu, wykładowcą Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, który w przeszłości pracował z zawodnikami warszawskiej Legii.

Ludzie zajmujący się tenisem ziemnym są zdania, że gdy ogląda się treningi zawodników z pierwszej setki rankingu to nie widać różnicy, trudno wskazać kto jest na czele a kto „w ogonie”, dużo zależy na korcie od głowy. Czy w sportach zespołowych, jak piłka nożna różnica między 80 a 40 miejscem w rankingu również mocno uzależniona jest od sfery mentalnej?

dr Dariusz Parzelski: Ranking może ulec zmianie w dużym stopniu nawet po jednym meczu. Pamiętamy, że spotkanie z Niemcami zapewniło nam niesamowity skok. Wygraliśmy z mistrzami świata. Gdybyśmy pokonali zespoły z dalszych lokat to zmiana miejsca w rankingu byłaby kosmetyczna. Nie powinniśmy z tego względu mówić o rankingach a o funkcjonowaniu sportowców w warunkach treningowych i na zawodach. Jeśli weźmiemy pod uwagę np. drużyny grające regularnie w Lidze Mistrzów i zwołamy grono ekspertów, to będą się oni spierać, która jest najlepsza pod względem czysto piłkarskim. Messi, Ronaldo czy Ribery, jeszcze do tego kilku zawodników, to jest zbliżony poziom, gdy obserwujemy ich w trakcie spotkań. Na treningach z pewnością większa grupa piłkarzy potrafi się wspiąć na takie wyżyny,. Sytuacja meczowa weryfikuje umiejętności tych zawodników. Z 50-100 piłkarzy o podobnym potencjale mamy kilkunastu, którzy potrafią w stresie, przy dużym napięciu powtórzyć to, co prezentowali na treningach a pewnie tylko 2-3 którzy tę regularność prezentują co roku. Przyczyną mogą być umiejętności mentalne, które im na to pozwalają.

Czyli trening mentalny w hierarchii ważności można niemal zrównać z tym fizycznym?

Jest to trochę bardziej skomplikowane. Sportowiec przygotowany do rywalizacji wyczynowej opiera się na czterech filarach. Są to: przygotowanie techniczne, taktyczne, fizyczne i psychiczne. Nie można powiedzieć, że każde z nich jest istotne w 25%. Czasami aspekt mentalny jest kluczowy dla tego jak dany zawodnik zaprezentuje się w zawodach. Nawet świetny sportowiec pod względem koordynacyjnym, szybkościowym może spalić się psychicznie i nie dać rady. Stres plącze nogi. Co z tego, że Usain Bolt jest najszybszym człowiekiem świata? Jeśli nie wytrzyma psychicznie momentu startu i popełni false start jest dyskwalifikowany i nie ma możliwości zaprezentować swojej szybkości. Czasem te umiejętności znaczą bardzo dużo, są przypadki gdy mają marginalne znaczenie, ale na najwyższym poziomie właśnie promil może przesądzić o wygranej. Minimalnie szybsza reakcja, tysięczna sekundy, odpowiednia koncentracja, sprawiają że chociażby na przykładzie bramkarza w piłce nożnej można czubkami palców obronić nieprawdopodobny strzał. Zawodnik, który nad tym nie pracuje nie jest w stanie w pełni skorzystać z innych filarów sukcesu – taktycznych, technicznych i fizycznych.

show_image?name=dc815652231ab42de34caefce12e6957 Granica możliwości leży w głowie, można ją jeszcze przesunąć

Psychologia w sporcie jest już elementem nieodzownym? Nie ma sportu wyczynowego bez tej dziedziny?

Powoli dochodzimy do takiej sytuacji, w której nasz organizm jest wykorzystany do granic możliwości treningowych. Na horyzoncie zarysowują się również te bariery technologiczne. Rezerwy pozostają w sferze mentalnej. Widziałem ostatnio analizę rozwoju rekordów świata w kolarstwie, biegach i pływaniu. Wniosek był taki, że największy skok wiązał się z nowinkami technologicznymi. Lepszy, dokładniej dostosowany sprzęt pozwolił na wyśrubowanie rezultatów. Trudno już o modyfikacje treningowe, o lepszy tartan, o bardzie opływowy strój do pływania. Granicę wciąż można przesunąć w wartościach umysłowych. Dobrym przykładem są biegi sprinterskie. Reakcja zwykłego człowieka na bodziec słuchowy wynosi 0,7 sekundy. Najlepsi sprinterzy potrafią zejść do poziomu 0,1. Jeszcze kilka lat temu taka reakcja nikomu nie mieściła się w głowie i klasyfikowana była jako false start. Teraz dzięki pewnym technikom możemy pracować z zawodnikami i osiągać efekty, które jeszcze nie tak dawno temu były niewyobrażalne. Jest to suma treningu techniczno-taktycznego oraz mentalnego.

Mówimy o sportach indywidualnych, jak biegi sprinterskie. Czym różni się praca z drużyną od tej z jednostką? Trudniej jest w sportach zespołowych, gdzie mamy cały wachlarz osobowości?

W reprezentacjach ważne są detale. Pracujemy na materiale wyselekcjonowanym przez trenera. Spotykamy się kilka razy w roku na krótkie okresy, czasu nie ma wiele. Podstawa to świadomość, że każdy zespół składa się z jednostek. To jest praca indywidualna z każdym z osobna. Staramy się pomóc tam, gdzie zachodzi taka potrzeba. Podobnie jak u sprinterów, możemy polepszyć czas reakcji. Jest to ważne chociażby na pozycji bramkarza. Jesteśmy przy drużynie, ale wbrew pozorom pracujemy tak samo, bazujemy na indywidualnościach. Jeden potrzebuje więcej pewności siebie, drugi koncentracji, trzeci radzenia sobie ze stresem. Oddziaływanie na drużynę jako na cały organizm zależy w dużej mierze od trenera.

show_image?name=789ae71912142cbd8a9d07223a9bda87 Granica możliwości leży w głowie, można ją jeszcze przesunąć

Jak bardzo selekcjoner, czy trener musi być psychologiem? Wiemy, że Jose Mourinho świetnie potrafi zdjąć presję z zawodników skupiając uwagę mediów na sobie. W naszej reprezentacji Adam Nawałka potrafił przemówić do wielu piłkarzy. Przykładem może być Kamil Glik, który gra dużo lepiej niż za kadencji wcześniejszych selekcjonerów.

Często powtarzamy trenerom, że są i powinni być dla swoich zawodników najlepszymi psychologami. Znają zawodników dużo lepiej niż osoba, która przychodzi z zewnątrz. To trener prowadzi odprawę przedmeczową, oddziałuje na zawodników przede meczem oraz w przerwie. Współpraca z psychologiem może pomóc w tym, by cały sztab szkoleniowy komunikował się z zespołem jednym językiem. Takie są światowe trendy. Wróciłem niedawno z konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologii Sportu, w Las Vegas i nurtem przewodnim różnych prezentacji była właśnie współpraca z całym sztabem, wszystkimi trenerami, fizjoterapeutami itd., by każdy dawał ten sam przekaz. Trzeba pamiętać, że najważniejszy jest szkoleniowiec. Jeśli odpowiednio zbuduje swoją pozycję, zyska autorytet, może zainspirować zawodników. Żeby było jasne – powtarzamy to wszystkim, na każdym szczeblu, od juniorskiego do profesjonalnego sportu. Nie każdemu potrzebny jest psycholog sportowy, jest zapotrzebowanie na psychologię sportu i korzystanie z możliwości jakie oferuje. Trenerzy, którzy z różnymi drużynami odnoszą sukcesy, potrafią korzystać z innych technik i dogadywać się z zawodnikami.

Przeciętnemu człowiekowi psycholog kojarzy się z sytuacją kryzysową. Czy dla sportowców równie wielkim wyzwaniem co radzenie sobie z porażkami jest odpowiednie przyjęcie sukcesu?

Oczywiście, że tak. Mówimy często o elite athletes, tych sportowcach z najwyższej półki, że potrafili poradzić sobie z sukcesem. Ważna jest umiejętność radzenia sobie z presją. Do tego trzeba przywyknąć. Przed Euro2012 graliśmy tylko mecze towarzyskie i pamiętamy jak to się skończyło. Ciśnienie poszło w górę i nie daliśmy rady. Wydaje się, że teraz dojrzeliśmy. Coraz większa liczba zawodników gra w mocnych klubach, gdzie sukces, pogoń za nim jest rzeczą normalną. Stajemy przed wyzwaniem radzenia sobie z sukcesem. Przed meczami wiosennymi jesteśmy liderem grupy, więc ta „nagonka” medialna będzie jeszcze większa. Podobnie będzie z presją, którą nałożą na siebie sami zawodnicy. Podejście do tych spotkań będzie inne. To, co zadziałało przed meczem z Niemcami w Warszawie niekoniecznie musi poskutkować również w spotkaniu wyjazdowym. Będzie trzeba poszukać czegoś innego, co odpowiednio na piłkarzy zadziała.  W spotkaniach rewanżowych będziemy mierzyć się z innymi rywalami, którzy też już swoje wnioski wyciągnęli. To jest wszystko umiejętność trenera, wysyłanie zawodnikom odpowiednich sygnałów.

Jak uchronić zawodników w momencie sukcesu przed zalewem informacji medialnych? W dobie Twittera i Facebooka, gdy ten kontakt z rzeszą kibiców jest bardzo namacalny nie jest łatwo zachować chłodną głowę.

To jest odpowiedzialność zawodników. Sztab szkoleniowy spotyka się z nimi kilka razy w roku i nikogo za rękę nie prowadzi. Większa jest tutaj rola klubów, w większości bardzo dobrych, w których grają nasi zawodnicy. To jest ich środowisko, w którym żyją na co dzień. Widać u naszych zawodników wzrost profesjonalizacji. Wydaje się, że potrafią się odnaleźć w tym co się teraz dzieje. Zaszli daleko, grają w dużych klubach i są przyzwyczajeni do zainteresowania ze strony fanów. To są dorośli, pełnoletni ludzie, biorą za siebie odpowiedzialność. Dużo ważniejsze od mediów społecznościowych jest to, co zjedzą na śniadanie, obiad i na kolację. Ile płynów wypiją. To jest profesjonalizm. W pracy z młodymi zawodnikami kładziemy na to duży nacisk. Muszą wiedzieć jak się prowadzić, ile godzin spać, po jakie produkty sięgać. Powinni być przygotowani na samodzielność.

show_image?name=79bf597950427740fc4c594c6cea379a Granica możliwości leży w głowie, można ją jeszcze przesunąć

Często mówi się o czymś takim jak forma dnia, która też mocno powiązana jest ze sferą mentalną. W biografii Andrei Pirlo można przeczytać takie zdanie – „9 lipca 2006 roku całe popołudnie grałem na play station, następnie się zdrzemnąłem a potem wygrałem mistrzostwo świata”. To pokazuje, że chyba każdy indywidualnie musi umieć przygotować się na jakieś wielkie wydarzenie.

Pan tego nie widział, ja też tego nie widziałem. W książce można wszystko napisać. Co tak naprawdę wtedy robił Pirlo, to tylko on sam wie. Nie ma nikogo, kto urodziłby się z taką odpornością psychiczną, że nic nie jest w stanie na niego wpłynąć. To nie znaczy, że podważam to, co napisał Pirlo. Gra na play station może pomóc w odprężeniu się przed tak ważnym wydarzeniem, poprawia koncentrację, skupienie, daje odpoczynek od nerwowych myśli. Być może to jest jego sposób na budowanie tej formy dnia. Trzeba pamiętać, że każdy reaguje inaczej, potrzebuje czegoś odmiennego. Nie trener jest od tego by powiedzieć, Ty idź na spacer, Ty prześpij się a Ty pooglądaj telewizję. Sam zawodnik powinien zdawać sobie sprawę, co jest dla niego najlepsze.  Jedni piłkarze świetnie wypadają w tych mniej ważnych meczach inni z kolei „odpalają” w tych najważniejszych. Pamiętam kilka takich przykładów z rozgrywek ligowych, z mojej pracy w Legii. Jeden z zawodników przed jednym z klasyków naszej ligi był tak podekscytowany i pobudzony, co mogło oznaczać słby występ a tymczasem wszedł, zdobył dwie bramki i zaliczył asystę. Tydzień później już tej ekscytacji nie było i snuł się po boisku mniej znaczącego rywala nie rozegrał tak dobrego spotkania. Dlatego tak ważna jest osoba selekcjonera, który powinien znać zawodników i zdawać sobie sprawę, w którym momencie, w jakich okolicznościach dany gracz może drużynie zaoferować najwięcej. Przydaje się specjalistyczna wiedza i nie mówię tutaj o 10 godzinach zajęć rocznie. Trener Wenta, który w Niemczech przez trzy lata miał zajęcia z psychologii jest pod tym względem lepszy od niektórych zawodowych psychologów.

W naszym kraju droga od „zera do bohatera” jest krótka. Z czego to wynika, że tak szybko wynosimy sportowców na wyżyny. Pamiętamy, co działo się po sukcesach Adama Małysza, Roberta Kubicy, Justyny Kowalczyk. Piłkarze jeszcze nie tak dawno momentami byli obiektem żartów kibiców, teraz są herosami.

Z piłkarzami jest trochę inaczej. Mają wielkie grono fanów. Przez długi czas nie potrafiliśmy wygrywać a i tak nawet na meczach towarzyskich mieliśmy komplet widzów. To jest wierna publika. Z Małyszem było podobnie, bo nawet jak przegrywał, to tłumy przyjeżdżały do Zakopanego. Trudno to dokładnie wytłumaczyć. Ogólnie jako naród nie potrafimy podkreślać własnych umiejętności, nie mamy pewności siebie. Naszą główną cechą jest skromność. Dlatego gdy ktoś odnosi sukces to sami się pod to podpinamy, bo brakuje nam naszych triumfów. Z tego względu pracując z zawodnikami różnych dyscyplin próbujemy rozwijać ich pewność siebie, poziom samooceny, wiary w umiejętności. Musimy nauczyć się doceniać własne sukcesy. To, że ktoś otwarcie mówi, że coś mu się udało dzięki pracy, którą wykonał, mądrości, talentowi nie oznacza, że jest jakimś bucem z rozbuchanym ego. W Polsce nawet jak coś osiągniemy, to mówimy „przyszła, naszła, zeszła, weszła”. Pięknie to pokazał jeden z kabaretów. Dlatego, gdy ktoś coś wygrywa szybko zostaje narodowym bohaterem. Nam samym jest lepiej, że udało się jednemu z nas, Polakowi. Lubimy ogrzać się w cieple czyjegoś sukcesu.
Rozmawiał Piotr Dumanowski