Psychologowie o zespole Legii 

Wiadomo, że psychika w sporcie jest rzeczą ważną. Wiele osób zarzuca ekipie “Wojskowych” słabą odporność psychiczną. Dużym błędem jest też prawdopodobnie to, że w Legii brakuje specjalisty od spraw mentalnych, a takim jeszcze za czasów Jana Urbana był Dariusz Parzelski. O komentarz na temat obecnej sytuacji poprosiliśmy właśnie jego oraz Kamila Wódkę, który współpracuje z naszą narodową kadrą skoczków narciarskich. Zapraszamy do lektury.

Rozmowa z Dariuszem Parzelskim: 

Co się dzieje z psychiką piłkarzy Legii?

– Wiem tyle ile donoszą media. Trudno z zewnątrz mówić co dzieje się w środku drużyny. Nie da się precyzyjnie na to pytanie odpowiedzieć.

A jak to możliwe, że zawodnicy potrafią zagrać jedną świetną połowę spotkania, a kolejną totalnie
zawalają?

– Ostatni mecz ligowy, czyli ten z Ruchem był innym pojedynkiem niż z GKS-em Bełchatów. Wtedy wydarzenia boiskowe potoczyły się inaczej. Z zewnątrz wygląda to zawsze inaczej niż w środku. W głowach piłkarzy zachodzą różne procesy. Na Łazienkowskiej legioniści wygrywali już 2:0, aby ostatecznie przegrać 2:3. Drużyna przeciwna też jednak musiała się wykazać.

Wystarczy jedna wygrana, aby morale „Wojskowych” się poprawiło?

– Odporność psychiczna czy mentalność zwycięzcy to nie są rzeczy, które budują się same. Bez pracy nad sobą i tym elementem to samo się nie poprawi. Jedno zwycięstwo może spowodować chwilową poprawę, nie będzie ona długotrwała. To tak jakby pojedyncze zajęcia biegowe miały być wystarczające do przebiegnięcia maratonu. Część zawodników może zmienić swoje nastawienie, ale nie będą oni od razu zwycięzcami. To mogłoby świadczyć o tym, że jedna wpadka otworzy serię porażek. Bez dłuższej pracy takie coś nie zadziała.

Nie wydaje się Panu, że trening mentalny może być w Legii zaniedbany?

– Z całym szacunkiem dla sztabu szkoleniowego, trzeba powiedzieć że ci trenerzy znają się głównie na piłce nożnej. Są specjalistami z zakresu techniki oraz taktyki. Natomiast rozmowy z zawodnikami nie są treningiem mentalnym. Tyczy się to wszystkich trenerów, nawet Pan Engel w reprezentacji tak twierdził. Współpraca z psychologami sportu jest standardowym modelem na zachodzie gdzie ktoś taki jest zawsze w sztabie szkoleniowym.

Czyli w Legii przydałby się psycholog?

– Uprawiam ten zawód i myślę, że tak. W polskiej piłce nożnej przydałby się taki specjalista w każdym sztabie szkoleniowym. Wiele klubów nie może poradzić sobie ze stabilizacją formy. Widać to również na przykładzie tego, że bardzo średnio radzimy sobie w Europie. Mistrz jesieni, Jagiellonia – nie potrafi grać tak dobrze w rundzie rewanżowej. Trudno jednak, żebym miał inne zdanie na temat pracy psychologów w sporcie. Jednak na pewno byłby on pomocny dla każdego zespołu.

—–

Komentarz Kamila Wódki:

– Wiadomo, że sytuacja w jakiej aktualnie znajduje się Legia nie jest łatwa. W Polsce mamy stereotyp, który mówi, że psycholog jest tylko i wyłącznie od rozwiązywania problemów i „gaszenia pożarów”. Jestem daleki od takiego traktowania tej funkcji. Uważam, że taki specjalista powinien pracować w drużynie na stałe, a nie tylko interwencyjnie w sytuacji kryzysowej. Wiadomo jednak, że w ekipie “Wojskowych” nie pracuje już psycholog zaangażowany za czasów Jana Urbana.

– Polskie kluby cały czas są na etapie przekonywania się do tego, że regularna praca z psychologiem sportu to oczywistość. Jakiś czas temu w rozmowie z byłym trenerem Polonii Warszawa – Jose Bakero – uzyskałem informację, iż w FC Barcelona funkcjonuje cały departament psychologii, w którego pracę zaangażowane jest sześciu psychologów. Naszym zespołom cały czas daleko do takich standardów aczkolwiek widać światełko w tunelu. Praca z psychologiem powinna stanowić integralną cześć każdego treningu sportowego.