Są wrogiem publicznym, działają w podziemiu i zarabiają krocie. A państwo traci miliony

Skrzykują się na tajnym forum, spotykają w ustalonych miejscach a każdy „nowy” jest weryfikowany za pomocą szyfrowanej skrzynki mailowej. Zawodowcy szkolą się pod okiem trenerów, pracują z psychologiem sportowym i ściśle przestrzegają diety. Na zagranicznych turniejach zarabiają fortunę, z której budżet państwa nie dostaje ani złotówki. Choć w świetle ustawy hazardowej regularnie łamią prawo, to uważają, że daleko im do przestępców. – Jesteśmy sportowcami, a nie hazardzistami – mówią jednym głosem i apelują o zmianę restrykcyjnego prawa. Tymczasem zanosi się na jeszcze większe jego zaostrzenie.

Marcin ma 25 lat, na co dzień mieszka we Wrocławiu, pracuje w branży finansowej i zajmuje się funduszami inwestycyjnymi. – Poker to dla mnie odskocznia, zacząłem grać jeszcze w liceum, żeby dorobić parę groszy – wspomina w money.pl. – Gdy na studiach koledzy pracowali za grosze w restauracjach, ja dzięki grze miałem na swoje wydatki. To nie były jakieś astronomiczne kwoty. Zazwyczaj kilkaset złotych – podkreśla.

Czasem jednak udało się wygrać coś więcej. – Kilka lat temu udało mi się zakwalifikować do turnieju rozgrywanego na Karaibach. Co prawda szybko odpadłem, ale przygoda do zapamiętania na całe życie – chwali się i dodaje, że grę w pokera można łatwo połączyć z wakacjami, bo turnieje są organizowane w wielu pięknych miejscach.

W Polsce jest to zakazane. Wszystko za sprawą wprowadzonej przez rząd Donalda Tuska ustawy hazardowej, która dopuszcza grę w pokera jedynie w kasynach. Teoretycznie jeden z pokerowych gigantów mógłby zorganizować turniej w Warszawie, ale po pierwsze – nie mógłby wykupić ani jednej reklamy, zachęcającej do udziału, a po drugie, gracze musieliby zapłacić astronomiczny (jak na światowe warunki), 25-proc. podatek od wygranej. W dużych miastach są kasyna, które oferują grę w pokera, ale skala w porównaniu z resztą świata jest znikoma.

– Nikt o zdrowych zmysłach nie zorganizuje turnieju w Polsce, bo mu się to po prostu nie opłaci – mówi inny gracz, pragnący zachować anonimowość. Dlatego polscy pokerzyści wyjeżdżają na turnieje zagraniczne.

Te odbywają się na całym świecie. Bahamy i inne państwa karaibskie, Barcelona, Dublin, Monte Carlo, Londyn, Malta – to tylko niektóre miejsca, słynące z pokera. Ale można też grać bliżej, przede wszystkim w Czechach. Turnieje w Ostrawie czy Rozvadovie (niewielkiej wsi przy granicy z Niemcami, gdzie otwarto największy poker room w Europie) obsadzone są praktycznie samymi Polakami. Dochodzi do takich absurdów, że mistrzostwa Polski również rozgrywane są za naszą południową granicą, ostatnio w Pradze.

Na prawie traci polski budżet. Najlepszy przykład to Malta. Tamtejszy festiwal pokerowy „Bitwa o Maltę” to jedno z najpopularniejszych wydarzeń w środowisku. Przychody z rozgrywek generują… 12 proc. PKB tego niewielkiego kraju. Więcej przynosi tylko turystyka.

W Polsce tymczasem są przymiarki do zaostrzenia przepisów. Nowelizacja ustawy hazardowej, przyjęta przez rząd w lipcu ma według autorów nowelizacji zliberalizować grę w pokera. Ale tylko w teorii, bo poker online miałby zostać objęty „prewencyjną cenzurą” i zdelegalizowałby wszystkich zagranicznych operatorów. A to oni są w Polsce zdecydowanie najpopularniejsi i wszyscy gracze decydują się na grę właśnie w zagranicznych poker roomach. Nowelizacja ma umożliwić blokowanie tych stron internetowych, więc gracze bynajmniej nie przyjmują jej z entuzjazmem. Projekt jest już w Sejmie, po pierwszym czytaniu.

Ile można zarobić?

Gra w sieci to najbardziej popularna forma pokera w Polsce, choć również nielegalna. Według różnych szacunków z zagranicznych poker roomów internetowych korzysta regularnie kilkaset tysięcy Polaków. – Ale na pewno anonimowo? – upewnia się 25-letni Marcin, po czym przyznaje, że on też gra głównie w sieci.

Co zrobi, jak operatorzy będą blokować jego ulubione strony? Wielu pokerzystów odpowiada bez wahania: wyjedziemy z kraju. – Nie wydaje mi się, żeby te przepisy przeszły, ale nawet jeśli, to fora aż roją się od rozwiązań, jak będzie to można obejść – twierdzi i dodaje, że jednym z nich może być wirtualna sieć prywatna (ang. VPN) popularna w USA.

– Mam kolegę, który wyemigrował z dziewczyną do Czech i jak tylko PiS ogłosił tę rzekomo „liberalną” nowelizację, to otrzymał kilkadziesiąt telefonów z pytaniami, gdzie najlepiej się osiedlić – mówi z kolei Błażej, który oprócz gry zarabia również jako trener innych pokerzystów. – Bardzo wielu graczy wyjedzie. A ci, którzy zostaną, będą grali jak Amerykanie – przez VPN. Tu jest jednak ryzyko. Wystarczy raz nie przełączyć się na wirtualną sieć i problemy gotowe.

Internet jest jedną z dróg, które mogą prowadzić do astronomicznych wygranych. Gdy wpisowe jest zbyt wysokie i gracza nie stać na wzięcie udziału w prestiżowym turnieju, bierze udział w tzw. satelitach, czyli eliminacjach, często wielostopniowych. W ten sposób pod koniec sierpnia Sebastian Malec wygrał milion dolarów. Aby dostać się do turnieju w Barcelonie, wpłacił ledwie 27 dol. wpisowego.

Ale nie on jeden. Pokerowy świat już od dłuższego czasu zachwyca się polskimi graczami, którzy na międzynarodowych turniejach zajmują czołowe miejsca, jak Dominik Pańka, Dmitry Urbanowicz czy właśnie Sebastian Malec. Jak to możliwe, że czołówka światowego pokera wywodzi się z kraju, w którym gra w karty za pieniądze jest przestępstwem? – My Polacy już tak mamy, że im trudniej tym łatwiej – puentuje jeden z naszych rozmówców, który może pochwalić się kilkoma wygranymi rzędu 50 tys. dolarów. Ale takie wygrane na nikim w środowisku już nie robią wrażenia.

– Kilka lat temu w Wiedniu zająłem trzecie miejsce i wygrałem 100 tysięcy dolarów, niedawno udało mi się zakończyć grę z 67 tysiącami – wspomina Błażej, który w internecie występuje pod pseudonimem Wombat. – Generalnie więc nowelizacja dotknie takich graczy, jak ja, dla których poker to jedyne źródło utrzymania.

„Polak potrafi”. Również na emigracji

– Siadałem przed komputerem o 16-17 i przez 8 godzin grałem w satelitach do większych turniejów – opowiada nasz kolejny rozmówca, również Marcin. Pochodzi z Częstochowy, za kilka dni skończy 30 lat i przez kilka miesięcy w ubiegłym roku żył tylko z grania w karty. – Tak było z kilkoma przerwami przez około pół roku. Ostatnio patrzyłem na wykresy z tego czasu i udało mi się zarobić 10 tys. dolarów, więc całkiem nieźle.

On jednak nie musi się ukrywać i obawiać, że zostanie złapany na grze on-line. Od 3,5 roku mieszka w Wielkiej Brytanii, w 30-tysięcznym miasteczku niedaleko Bristolu. Potrzebował jednak kontaktu z ludźmi i jakiś czas temu znalazł „normalną” pracę w sklepie ze sprzętem sportowym i zabawkami.

I choć to nie poker zmusił go do wyjazdu z kraju, to przyznaje, że możliwość gry bez ograniczeń bardzo mu się na Wyspach podoba. – Tu nikt nie patrzy na ciebie jak na degenerata, jeśli powiesz, że grasz w pokera i nie pytają: „ile już przegrałeś?” – opowiada. – Ludzie umawiają się w knajpie, popijają piwko i grają w karty. Nikt im z tego powodu nie robi problemów.

„Jesteśmy sportowcami, nie hazardzistami”

Sztandarowym argumentem pokerzystów przeciwko ustawie hazardowej jest to, że ich zdaniem wbrew pozorom poker to nie jest gra losowa. „Poker to gra umiejętności” – powtarzają jak mantrę. – Przy odpowiednio długiej grze, każdy z graczy dostanie w końcu te same karty – tłumaczy Marcin z Wielkiej Brytanii i dodaje: – Szczęście to 10-15 proc. sukcesu, reszta to umiejętności analityczne i psychologiczne.

Podobnie szacuje jego imiennik z Wrocławia, który regularnie grywa również w pokera na żywo. A to nie jest proste. Głośna była sprawa urodzinowego pokera, zorganizowanego kilka lat temu przez jednego z mieszkańców Szczecina. Impreza zakończyła się wizytą policji i celników, a jubilat został skazany na kilka tysięcy złotych grzywny.

Choćby przez wzgląd na takie historie pokerzyści są bardzo ostrożni. Gdy próbowaliśmy dotrzeć do graczy, musieliśmy kilkukrotnie udowadniać swoją tożsamość, a procedura zawierała m. in. korzystanie ze szwajcarskiej, szyfrowanej skrzynki mailowej, dostarczanej przez Europejską Organizację Badań Jądrowych (z ang. CERN – tę samą, która pracuje nad Wielkim Zderzaczem Hadronów).

Sami mówią też, że wielu z nich rzeczywiście jest na emigracji, ale nie wszyscy. Niektórzy stwarzają pozory, mają inne miejsce zameldowania niż zamieszkania i udają, że mieszkają za granicą i stamtąd logują do poker roomów. Tymczasem nawet nie wstają z fotela w swoim polskim mieszkaniu. – Jak w filmie gangsterskim – żartuje jeden z graczy.

– W wielu miastach Polski funkcjonują tajne fora, do których dostęp mają tylko wybrani ludzie, wielokrotnie zweryfikowani – tłumaczy Marcin z Wrocławia. – Z ulicy nie trafi tam nikt, zarejestrować mogą się tylko gracze zaproszeni przez innych użytkowników „za poręczeniem”. To na nich umawiamy się na rozegranie partyjki przy stole, na żywo.

Ustawodawcy tłumaczą restrykcje ochroną przed uzależnieniem. – Większość graczy mówi, że „chcieliby być uzależnieni”, bo często zwyczajnie im się nie chce siadać do komputera – komentuje Marcin, mieszkający na co dzień w Wielkiej Brytanii.

Ale to nie jedyny cel zaostrzenia ustawy hazardowej. Kolejny to „zapewnienie najwyższego możliwego poziomu ochrony obywateli, w tym osób małoletnich, przed szkodliwymi skutkami hazardu związanymi z grą na automatach do gier i grą w sieci.” Pomysłodawcy stoją na stanowisku, że blokowanie stron internetowych spowoduje, że każdy będzie wiedział, że jest to proceder nielegalny. W tej chwili bowiem, wielu grających nawet nie wie, że łamie prawo.

„Monopolem w sieci objęte zostały gry kasynowe, posiadające o wiele wyższy współczynnik uzależnienia niż zakłady wzajemne i loterie promocyjne. Z tego też powodu ich urządzanie poza siecią Internet jest dalece reglamentowane i wymaga uzyskania koncesji na prowadzenie kasyna gry” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

– Hazard zawsze istniał, istnieje i będzie istniał. Albo państwo będzie kontrolowało tę sferę i na niej zarabiało, albo będą to robić inne grupy, także grupy przestępcze. Lepiej więc, jak państwo ma wpływ na ten obszar – mówił niedawno Polskiej Agencji Prasowej ekonomista dr Martin Dahl.

Pokerzyści bronią się, że każdy poker room bardzo ściśle przestrzega reguł. – W innym wypadku bardzo szybko straciłyby licencję – komentuje jeden z naszych rozmówców. – Na porządku dziennym są wyrywkowe kontrole, weryfikujące dane osobowe i przede wszystkim wiek. A każda podejrzana transakcja sugerująca pranie pieniędzy od razu oznacza natychmiastową blokadę kont i brak możliwości wypłaty pieniędzy.

Środowisko pokerowe liczy, że wróci jeszcze dyskusja nad nowelizacją ustawy hazardowej, którą na początku roku zapowiedział wicepremier i przewodniczący Polski Razem Jarosław Gowin. Zdecydowanie liberalizowała ona obecne przepisy i umożliwiała grę w pokera, a także organizowanie turniejów przy znacznie niższym podatku. – Ustawa Gowina, mimo niedoróbek była naprawdę świetnym punktem wyjścia i oby ktoś poszedł po rozum do głowy tam na górze – kończy jeden z graczy, pragnący zachować anonimowość.

Psycholog, dieta i siłownia

To, że pokerzyści chcą być traktowani jak profesjonalni sportowcy, potwierdza również fakt, że na stałe współpracują z psychologiem. Graczom od kilku lat pomaga dr Dariusz Parzelski, przez wiele lat współpracujący również z „klasycznymi” sportowcami, na co dzień pracownik Uniwersytetu SWPS.

– Na początku odczuwałem potrzebę zweryfikowania, jaki klient do mnie przychodzi – czy to jest pokerzysta „zawodowy”, czy po prostu hazardzista – mówi psycholog i dodaje, że ze swoimi podopiecznymi współpracuje przede wszystkim za pomocą Skype’a, bo na stałe mieszkają oni za granicą.

 – Pierwszym pytaniem, które zadaję w swojej pracy pokerzystom, jest: „dlaczego uważasz, że nie jesteś hazardzistą?” – mówi money.pl dr Parzelski. – Gdy w odpowiedzi słyszę, że gracz spędza wiele godzin na doskonaleniu swoich umiejętności, współpracuje z trenerem, dba o dietę, regularnie chodzi na siłownie, dba o wysypianie się, a jego przychody są na plusie, to nie mam wątpliwości, ze rozmawiam z profesjonalnym sportowcem, a nie hazardzistą.

Dr Parzelski porównuje pokerzystów do przedstawicieli innych dyscyplin, z którymi współpracuje. – Takie same rzeczy słyszę od piłkarzy, siatkarzy, szermierzy, judoków czy lekkoatletów – przyznaje. – Powiem więcej, niektórzy z tych „tradycyjnie” rozumianych sportowców prowadzą się często mniej profesjonalnie niż gracze w pokera.

Sesje treningowe online wśród zawodowych pokerzystów to codzienność. Jak wyglądają? – Udostępniam pulpit podczas swojej gry i komentuję, dlaczego wykonuję takie, a nie inne ruchy – komentuje Błażej, zawodowy trener, który współpracuje również na indywidualnych sesjach i za godzinne spotkanie bierze 100 dolarów. – Moi podopieczni mogą w czasie rzeczywistym zadawać pytania o strategię gry czy inne sztuczki psychologiczne.

Ale czy profesjonalizm nie może iść w parze z uzależnieniem i hazardem? – Nie znam hazardzisty, który pracuje nad swoją grą i długookresowo zarabia. To jest jak alkoholizm, tego się nie kontroluje – zapewnia psycholog i dodaje, że w pracy z pokerzystami bada również ich relacje z rodziną, bliskimi czy przyjaciółmi. To także pomaga stwierdzić, czy można mówić o uzależnieniu.

Co jeszcze charakteryzuje pokerzystów? To przede wszystkim ludzie stosunkowo młodzi i dobrze wykształceni. Jak podkreśla dr Dariusz Parzelski, przedstawiciele pierwszej fali, czyli dziś 30-kilkulatkowie, to już prawdziwe „dinozaury”. – Teraz mamy do czynienia z drugą falą pokerzystów ok. 20-letnich – mówi psycholog. – To ludzie dobrze wykształceni, wielu z nich studiuje, a jeśli nie, to znaczy że nie pozwolił im na to reżim pokerowy. To tak samo jak z tradycyjnymi sportowcami, którzy też rzadko mają wykształcenie inne niż AWF.

Psycholog z Uniwersytetu SWPS dodaje, że wielu profesjonalnych graczy trafiło do pokera z innych gier, przede wszystkim szachów (tak zaczynał m. in. wspomniany Sebastian Malec), brydża czy choćby gier komputerowych. I denerwuje się, gdy przytacza się stereotypowy obraz pokerzysty jako hochsztaplera, drobnego cwaniaczka z papierosem w ustach, siedzącym przy stole w kłębach dymu z drinkiem w ręku. – To bardzo krzywdzące wobec profesjonalnych pokerzystów. Taki obraz może dotyczyć hazardzistów, którzy idą do kasyna i dobrze bawią – komentuje ekspert.

I podobnie jak wszyscy w tym środowisku wierzy, że przepisy zostaną zmienione rzeczywiście, a nie tylko pozornie.

 

Autor:  Jakub Ceglarz